Hej!
Z tej strony Alask, mam dla was Rozdział 1 mojego małego projektu! Swoją drogą, rozdziały nie będą zbyt długie. Chyba, że się straszliwie rozpiszę ;P
Miłego czytania!
Jack obudził się w dziwnym pomieszczeniu. Wokół niego biegały myszy i szczury raz po raz wybiegały i chowały się w dziurach ścian. Ściany były zrobione z kamiennych cegieł pokrytych mchem. Wtedy też rozejrzał się dokładniej po pokoju. W prawym rogu sali zauważył stalowe drzwi. Tuż przed nimi niewielki talerzyk, w którym najpewniej stało jedzenie zanim pożarły je szkodniki. Podczołgał się do niego. Był zrobiony z drewna. Miał wyryty niewielki symbol, który pojawił się również na drzwiach. Zapukał w drzwi, mając nadzieję, że ktoś je otworzy. Nikt się nie pojawił. Przeszukał swoje kieszenie – tam znalazł niewielką spinkę, którą mógł otworzyć zamek w drzwiach. Niewiele myśląc spróbował to zrobić. W tym samym momencie coś poruszyło się za jego plecami. Zignorował to. Wyszedł z pomieszczenia. Skierował się w lewo, gdyż tylko tam kierował korytarz. Idąc zauważał kolejne pomieszczenia, które najprawdopodobniej były celami. Nie zaglądał do nich. Bał się tego, co tam ujrzy. Wciąż szedł. Przestał, gdy doszedł do kolejnych stalowych drzwi. Tym razem tuż przed nimi leżała płytka naciskowa. Znał to nowe rozwiązanie otwierania drzwi. Nie wiedział jednak co go czeka, gdy ją naciśnie. Nacisnął ją, po czym wrota się otworzyły. Już chciał przejść przez próg gdy podłoga pod nim się zapadła. Wpadł do kolejnego tajemniczego pomieszczenia. Zdziwiony dziwnym szmerem popatrzył w górę – dziura zasklepiła się. Nie miał żadnego źródła światła. Wywrócił się idąc tunelem, który ktoś najwyraźniej dla niego przygotował. Gdy wstawał zahaczył o niewielki papier wystający ze ściany. Spróbował go wyciągnąć. Papier przerwał się w pół. Schował to, co wyciągnął do kieszeni i ruszył dalej. Po kilku zakrętach, skrzyżowaniach dotarł do lekko oświetlonych drzwi. Skorzystał z tego, że może przeczytać kartkę. Napis na niej głosił:
”Gratuluję wydostania się z celi!
Postaram się uratować Twoje życie. Skieruj się proszę przez te drzwi. Jeden z kamieni otworzy Ci dro…”
W myślach Jacka krążyło wiele pomysłów. Co mogło być dalszym ciągiem kartki? Starał się uspokoić, zapomnieć o wydarzeniach sprzed chwili i pomyśleć logicznie.
-Otworzy Ci dro… drożność? Drogę! Jeden z kamieni otworzy mi drogę!
Rozejrzał się dookoła. Starał się szukać kamienia, który po wciśnięciu otworzył by drzwi. Wtem, gdy sprawdzał kolejne głazy zauważył czerwony proch, który najprawdopodobniej transportował nacisk. Nacisnął więc kamień najbliżej proszku. To spowodowało, że kolejne wrota otworzyły się przed nim. Zaczął biec. Poczuł na twarzy powiew świeżego, górskiego powietrza. Zauważył przebłysk słońca przez kamienie nad nim. Po chwili biegu pojawiły się przed nim schody. Stare, wysłużone. Nad ich końcem wisiała wielka bruzda ziemi. Niewiele myśląc spróbował ją zniszczyć. Prawie metr sześcienny ziemi, kurzu i piachu spadło mu na głowę. Szczęśliwie uniknął spotkania z twardszymi jednostkami brudu. Wyczołgał się, spojrzał na dziurę w ziemi, która pozwalała mu opuścić jego więzienie. Wspiął się na górę. Dookoła niego nie było zbyt wielu rzeczy. Kilka drzew, łąka z kwiatami czerwonego i żółtego koloru. Wtedy też zauważył większą górkę, która była za jego plecami. Zaintrygowało go to, że jej szczyt się świeci. Bez większych skrupułów wspiął się na nią. Znalazł tam skrzynkę. Otworzył ją. Wyjął z niej kartkę, niewielką mapę i kamienny miecz.
To był, drodzy czytelnicy, rozdział pierwszy mojego projekciku.
PS. Rozdział drugi nie jest jeszcze napisany! W związku z tym w komentarzach możecie wpisać swoje przewidywania – co znalazł Jack na kartce? Co przedstawiała mapa? Pamiętajcie – każdy wpis może zostać wzięty pod uwagę przy pisaniu